Dziewczyny, po co Wam zaręczyny?

Dziewczyny, po co Wam zaręczyny?

To pytanie pobrzmiewa mi w myślach już od kilku lat. Może przez ten rym?

Fascynuje mnie los niektórych zwyczajów. Są takie, które – choć urokliwe – szybko przechodzą w niepamięć; nikt ich nie chce praktykować, celebrować i poważać. Są też takie, które nie tracą nic ze społecznego uznania, choć wydają się nie pełnić już swych funkcji adekwatnie. Co ciekawe, pewne obyczaje mają dużą elastyczność i pozwalają z siebie korzystać według potrzeby, według uznania; są też takie, które wydają się nienaruszalne, jakby zakonserwowane na wieki.

Na początek chcę wspomnieć o różnicy między oświadczynami a zaręczynami. Dla mnie nie była oczywista, choć jest intuicyjna – oświadczyny to po prostu propozycja małżeństwa, a zaręczyny to obopólna, często oficjalna, deklaracja chęci jego zawarcia. Wiele można znaleźć informacji i porad na temat tego, w jaki sposób uroczystości te powinny przebiegać. Z pewną wyrozumiałością traktowana jest potrzeba intymności oświadczyn, natomiast co do zaręczyn w mocy pozostają procedury żywcem wyrwane ze szlacheckich czasów: pastelowy bukiet dla przyszłej teściowej, upominek dla przyszłego teścia i oczywiście obowiązkowe formułki z pytaniem o zgodę ojca przyszłej panny młodej na „oddanie ręki”. Nie chodzi o to, by z nich kpić! Szanuję, że dla wielu osób to wyczekana i ważna chwila, a tradycyjna oprawa nadaje całej sytuacji odpowiedni ton i wagę. Podoba mi się też zaproszenie rodziców do wspólnego celebrowania ważnych momentów w życiu. Ale ta formułka z pytaniem o zgodę? Dziś rodzice często nie mają wpływu na wiele (żadne?) decyzje swoich dorosłych czy dorastających dzieci. Przynajmniej nie mają z poziomu władzy i autorytetu, ale mogą mieć jako bliskie i ważne osoby. Wtedy jednak oficjalna prośba wygłoszona odpowiednią formułką wydaje się mniej konieczna.

Mniejsza jednak o zaręczyny. Tu głęboko wierzę, że najbardziej zainteresowani rozmawiają o swoich zaręczynowych preferencjach, o potrzebie przestrzegania tradycji i uszanowania jej zasad. Jeśli obu stronom odpowiada uświęcony wiekami obyczaj to przyszły narzeczony może i telegramem z zapowiedzią wizyty! Co jednak z oświadczynami? Ten zwyczaj, gdy pozostaje w starych ramach może generować pewne trudności. Czy w ogóle jest adekwatny dla współczesnych relacji?

Coraz więcej osób z sukcesem tworzy partnerskie relacje. Rozmawiamy, dzielimy się swoimi radościami i obawami, wspieramy w podejmowaniu codziennych wyzwań. Wiele (a może i większość) par podejmuje wspólne decyzje – te małe, codzienne i poważne, życiowe. Razem zastanawiają się, co ugotować na obiad, jak spędzić weekend, gdzie pojechać na wakacje, jaki samochód kupić i w którym mieście zamieszkać. Głosy i opinie każdej ze stron są równo warte lub proporcjonalnie do tematu, wiedzy i doświadczenia. Niezależnie od źródeł niepokojów czy motywacji, większość działań ma odpowiedzieć na potrzeby obu stron. Wśród tak żyjących i dzielących się ze sobą wszystkim par pojawia się jednak tabu. Jakie? Oświadczyny właśnie!

Niezależne, młode kobiety, które bardzo wysoko cenią swoją wolność i swobodę decydowania, są skłonne uważać, że w kwestii małżeństwa inicjatywa należy do mężczyzny. I znów, jeśli jest to świadomy wybór ze względu na chęć pielęgnowania tradycji to w porządku. Bo czemu by nie? Ale jeśli jest to odruch, nawyk, zwykłe „bo tak…”?

Po tak wielu wspólnych decyzjach w kwestii zaręczyn to on musi się wykazać – wybrać odpowiedni moment, zaaranżować romantyczną otoczkę, no i oczywiście kupić pierścionek. Jest to oczywisty trud i najpewniej stres, ale i pewien rodzaj władzy związany z decydowaniem, głównie poprzez wybór momentu zaręczyn. Decyzja mężczyzny o gotowości do zmiany stanu cywilnego staje się momentem zmiany dla obojga. Czy nie można decyzji tej podjąć razem? Tak po prostu, jak wielu innych? Kobiety nie powinny krępować się konwenansami i biernie czekać na aktywność mężczyzny, gdy czują, że chcą zostać narzeczonymi. Mężczyźni nie powinni być obciążani wyłączną odpowiedzialnością za zaręczyny, jeśli tego nie chcą.

Nie deprymując instytucji zaręczyn, bo jak inne inicjacje pełni istotną rolę społeczną, można pomyśleć o niej jako o równej szansie dla obu stron, by wyrazić swoje chęci i potrzeby. A może tak jest już dziś? Może i dziewczyna i chłopak mogą swobodnie – często w ich wspólnym domu – podjąć temat? Jak było u Was? Czy uważacie, że oświadczyny i zaręczyny powinny pozostać tradycyjnym zwyczajem?

Dodaj komentarz

Close Menu