zmiana na/w święta

Z okazji pandemii przeniosłam się do życia w lesie. Wczesnym popołudniem wychodzę na spacer. Otwieram drzwi i jestem w lesie. Ten spacer to część mojego dziennego rytuału. Jedna z lepszych! Robi mi dzień po prostuJ

Pogoda co prawda rzadko nastraja do wędrówki. Mrozu może nie ma, ale jest chłód podszyty wilgocią i wiatrem. Najlepsza pora roku – zima bez zimy;)

Ale OK wychodzę, więc już jestem z siebie zadowolona. Przechodzę pół kilometra, dobrze wiem, bo tyle idzie się Macierzanki do Borowików. Czuję, że mam kamyk w bucie. No trudno, myślę. Mały jest, myślę. Nic mi nie zaszkodzi. A buty mam wysokie, turystyczne, wiązane. Nie chce mi się po prostu odwiązywać i ściągać tego buta. Na tym wilgotnym chłodzie.

Właściwie to dość często tak robię. Właściwie to po jakimś czasie przyzwyczajam się do tych kamyczków. Właściwie to nie przeszkadzają. Może nawet się układają. Gdzieś z boku?

Ale ten nie chce. I nagle dopada mnie myśl: „Zadbam o siebie”! Serio! Tak pomyślałam. Rozwiązuję buta, wyrzucam kamyk, zawiązuję z powrotem i idę dalej. No dobra, jeszcze rękawiczki musiałam zdjąć. Całość przedsięwzięcia zajmuje poniżej minuty, wysiłek poniżej 1 w skali 1-10.

A mogłam jeszcze godzinę iść z kamykiem.

~~~

O co mi chodzi w tej leśnej opowieści?

Może masz tak czasem, że uwiera Cię kamyk. To może być fizyczny kamyczek, jak ten z buta, a może być zupełnie metaforyczny.

Taki kamyczek może być zupełnie nieszkodliwy. Może być też bardzo irytujący. Do jednego i do drugiego można się przyzwyczaić. Pytanie tylko czy warto?

W okresie świąt możesz doświadczać wiele kamyczków. Ja doświadczam. Większość z nich mogę wrzucić do worka „tradycja”, pozostałe to oczekiwania innych (tak naprawdę często ubrane w „tradycję”). Opowiem Ci jak radykalnie rozprawiam się z tym worem w tym roku. Zobacz, czy coś Cię zainteresuje (może zainspiruje?) i zatrzymaj się na chwilę, żeby wyrzucić niepotrzebny kamyczek z buta. Dalej w święta idź lekko i tak jak chcesz.

~~~

W tym roku postanowiłam poszukać odpowiedzi na pytanie, jak ja lubię i chcę spędzać święta. Znudziło mnie we mnie samej stwierdzenie „ja to za świętami nie przepadam”.

To nie może być cała prawda o mnie i moim stosunku do świąt. A przynajmniej nie jest dla mnie wystarczająca.

Dla zapewnienia sobie tak zwanego świętego spokoju do poszukiwań i odkrywania, co mi w duszy gra postanowiłam spędzić te święta sama. Taki rok, taka potrzeba, tak mi pasuje. I wiesz co? Sama ta decyzja zadziałała magicznie!

Mam pewność, że wszystko, co robię, robię dla siebie i ze względu na siebie. Nic nie podgrywam, nie spełniam żadnych oczekiwań, nie wyrabiam się w niczym. Uzyskałam swój punkt zero. I co się okazuje? Często odpalam sobie świąteczną muzykę, obejrzałam już trzy świąteczne komedie romantyczne i z przyjemnością szukam inspiracji kulinarnych do tego, co sobie przygotuję do jedzenia.

Przez wiele lat dopasowywania się do tzw. tradycji, potrzeb i zwyczajów innych nie miałam przestrzeni, żeby zastanowić się, co tak naprawdę jest dla mnie ważne w świątecznym czasie. Męczyły mnie okropnie przygotowywania, dyskusje o prezentach, kilkugodzinne siedzenie przy stole. Jeśli chodzi o jedzenie to nie cierpię oceniania i komplementowania potraw zrobionych przez innych, jak dla mnie zbyt często na pokaz – moje wegańskie zamienniki szczególnie się tu wybijają, a ja zgłosiłabym się do konkursu, gdybym chciała być oceniana!

~~~

Jeśli Ty uwielbiasz wszystko, co spotyka Cię w święta to super! I skoro masz święta, jakie lubisz i jakich potrzebujesz – zmiataj stąd piec pierniki i lepić pierogi. Może po prostu nie potrzeba Ci żadnej zmiany w tym temacie.

~~~

Możesz spędzić święta, jak chcesz.

Myślę, że moja sytuacja nie jest odosobniona. Skoro dalej czytasz to i Twoja jest chociaż trochę podobna. Znam wiele osób, które nie przepadają za świętami. Część z nich zmienia coś w rodzinnych rytuałach, ale część nie robi nic, tylko się męczy. Jak ja czasem z tym kamykiem w bucie. Co ciekawe, wszystkie osoby, o których wiem, że zdecydowały się na modyfikację utartych schematów tradycji są z tego zadowolone. Nawet więcej – są dumne.

 

Proponuję Ci zacząć od prostych, ale – nie ukrywam – niełatwych pytań:

→ Co lubisz w świętach? Co daje Ci radość?

→ Za czym tęsknisz, kiedy daleko do świąt?

→ Co Cię wkurza w świętach?

 

Święta powinny w jakiś sposób odróżniać się od nieświątecznego czasu.

Mają być wyjątkowe.

Ale tę wyjątkowość możesz zdefiniować po swojemu.

~~~

Zerknij na koło:

Sprawdź, czy w każdym z tych obszarów dbasz o siebie w święta.

 

Mój rozkład pomysłów według 5 obszarów:
Na święta oczywiście 😉

  • myśli – dbam o dobre, karmiące myśli, mówię do siebie czule i czytam dobrą książkę (powieść! A nie jakąś do doktoratu).
  • działania – testuję nowe i ciekawe pomysły kulinarne w poszukiwaniu rybnych smaków bez ryby (dziś w ramach prób zrobiłam doskonałą bez-rybę z bakłażana nadziewanego tofu smażonego w nori i bezglutenowej aromatycznej panierce – tak, to prawda, jestem z niego dumna!).
  • emocje – stale sprawdzam, co daje mi radość, szukam podniosłości, otwieram się na dumę i pozwalam sobie na łzy, kiedy się wzruszam.
  • duch – czuję się uduchowiona, ale jestem niespecjalnie religijna. Natomiast odkryłam, że bardzo lubię chodzić na pasterkę, więc i w tym roku się wybiorę, żeby razem z innymi śpiewać kolędy. Nie cierpię powiedzonka „święta, święta i po świętach”, dlatego mam w planie medytację i porządne chwile sama ze sobą na refleksję, żebym nie miała wrażenia, że święta mi uciekły.
  • ciało – spacery, joga, dobre jedzenie, czyli takie akurat: bez przejadania się i bez jedzenie czegoś, na co nie mam ochoty (to całe próbowanie wszystkich potraw jest zdecydowanie nie dla mnie!).

 

Co Ty na to?

Wchodzisz w to?

~~~

Jest jeszcze jedna kwestia. I to bardzo ważna kwestia. Ani Ty ani ja nie żyjemy w społecznej próżni. Ani nawet na bezludnej wyspie. Pytanie więc, co z innymi, jeśli Ty zaczniesz wprowadzać zmiany?

 

Każda, także mała zmiana rusza i porusza system. A system ma to do siebie, że woli trwać i chronić, niż się zmieniać. Na modyfikację reaguje więc stawiając opór. Ten opór może przybierać różne formy, choć najbardziej prawdopodobne jest, że członkowie rodziny (ale może też przyjaciele i znajomi) zechcą wytłumaczyć Ci, dlaczego źle robisz i jak wiele ryzykujesz mówiąc tradycji: „sprawdzam”. To normalne. I przewidywalne. To jest ich prawo, a także prawo samego systemu. Twoim prawem jest natomiast asertywność i dbanie o swoje potrzeby.

~~~

 

Zmiana sposobu spędzania świątecznego czasu będzie zupełnie różna, jeśli tej zmiany potrzebujesz nie tylko Ty, ale i ktoś Ci najbliższy. Wiadomo, razem raźniej. Można wspólnie zastanawiać się, co służy, a co już się „przejadło”. Czy rzeczywiście na Wigilii musi być i barszcz, i grzybowa? Czy warto jechać 400 km, żeby odwiedzić ciocię? Czy robimy wszystkim prezenty? I tak dalej i tym podobne. Oczywiście, może się zdarzyć, że nawet z tą drugą połówką od zmiany napotkacie istotne różnice zdań i preferencji. Wtedy warto pogadać. Gadać, gadać i gadać, aż dotrzecie do miejsca, w którym rozjaśnia się, o co tak naprawdę chodzi. W tych rozmowach warto nazywać potrzeby i szukać granic – do jakiego miejsca jest dla Ciebie fajnie, kiedy jest nadal OK, a kiedy wchodzisz na niebezpieczny grunt, w którym zaczynasz się nadużywać. Warto zainwestować czas i energię szukając konsensusu, a nie godzić się na kompromis.

~~~

Życzę Ci wspaniałego, świątecznego czasu!

Niech będzie taki, jak chcesz. Po prostu.

Zmieniaj i spędzaj święta, jak chcesz.

kreatywnosc_main

Kreatywność, bo warto

Kreatywność jest jak jazda na rowerze – można się jej nauczyć!

To hasło towarzyszyło Projektantom Innowacji w pilotażowym programie realizowanym przez Polski Fundusz Rozwoju i Google.

  • 6 miast
  • Ponad 160 godzin warsztatów
  • I prawie 1200 uczestniczek i uczestników!

W tym niezliczona liczba niezwykłych pomysłów, rzeka inspiracji, nowe znajomości i całe sieci kontaktów, twórczy ferment, emocjonalna energia i doświadczenie, z którego można się uczyć.

A ja miałam niemałą przyjemność część z tych warsztatów poprowadzić.

 

W ramach Projektantów Innowacji Google podzieliło się swoją metodyką Creative Skills for Innovative (CSI: Lab), która opiera się na design thinking. W Google’u używają tej metody na co dzień w tworzeniu innowacyjnych produktów. PFR wspiera i chce wspierać młodych (pomysłem i duchem) innowatorów i przedsiębiorców; co najważniejsze ma na to niemałe środki!

Z tej mieszanki powstał bardzo praktyczny program, który nie opowiada o tym, co i jak należy rozbić, ale wrzuca ludzi w sam środek twórczego wiru, by doświadczyli mocy własnej wyobraźni, współpracy, wzajemnej inspiracji i budowania. A później sami zdecydowali jak chcą korzystać w design thinking w swojej pracy i życiu.

Google dzieli się swoim know how i zaprasza do korzystania z niego w niekomercyjnych celach. Jest to usystematyzowany proces zawierający w sobie kolejne etapy rozwoju pomysłu. Zobacz więcej: https://rework.withgoogle.com/guides/design-thinking/steps/run-a-CSI-Lab-on-design-thinking/

 

Metoda w kilku prostych krokach

Proces przechodzenia od problemu do rozwiązania inspirowany design thinking można podzielić na trzy główne fazy.

Na start:

Świadomość problemu to nie wszystko. By twórczo pracować z wyzwaniem trzeba je odpowiednio sformułować, co wcale nie jest prostym zadaniem. Wyzwanie powinno mieć formę pytania (otwartego!) z dobrze określoną grupą zainteresowanych/odbiorców, sprecyzowaną potrzebą i insightem. Chcesz spróbować? Pamiętaj, by nie lądować jeszcze w rozwiązaniach! Na razie pytanie, pytanie otwarte, podkreślające możliwość i opcjonalność, kładące nacisk na zespołowość („my”), np. Co moglibyśmy zrobić, żeby młodzi Warszawiacy zużywali mniej plastiku, bo chcą być bardziej eko, ale nie wiedzą od czego zacząć? Co moglibyśmy zrobić dla kobiet wracających z urlopu macierzyńskiego, by szybko wdrożyły się do pracy bez nadmiernego stresu? Co moglibyśmy zrobić dla zapracowanej kadry menadżerskiej, by rozwijali swoje umiejętności interpersonalne nie inwestując w to prywatnego czasu? I tak dalej, i tak dalej…

Empatia i badanie potrzeb:

Szanse na stworzenie świetnego produktu lub usługi dla osób, których się nie zna i dobrze nie rozumie są niezwykle małe. Przysłowiowe wchodzenie w buty drugiej osoby, zmiana perspektywy, badania opinii i marketingowe zbliżają do dobrego poznania sytuacji osób, którym chcemy zaproponować nowe, lepsze rozwiązanie. Empatyzowanie jest ważne i pomocne w każdej sferze życia, ale jeśli myślisz o własnym biznesie – proponowaniu innym produktów i usług – to wręcz nie możesz go ominąć. Przykładowe pytania:

  • Kim jest Twój użytkownik? Czego potrzebuje? Za czym tęskni? Czego mu brak? O czym marzy?
  • Co mówi o swojej trudności, problemie? Jak opisuje aktualną sytuację? Jakich słów używa i jak je rozumie?
  • W jaki sposób doświadcza sytuacji, w której chcesz go wesprzeć? Co go denerwuje? Na co traci czas? Jak postępuje i co wybiera?
  • czym myśli? Czego chce dla siebie i najbliższych? Czego chce uniknąć?
  • Co czuje, kiedy mierzy się z daną trudnością? Jakie emocje wywołuje perspektywa rozwiązania? Co symbolizuje dla niego dany problem/produkt/rozwiązanie? Do czego aspiruje? Czego się boi? Co go irytuje?

No i pamiętaj o starym żarciku badawczym – Ty i Twoi znajomi nie jesteście grupą docelową J Wybierz się „w miasto” i znajdź nieznaną Ci do tej pory perspektywę.

Generowanie pomysłów:

W CSI: Lab nazywamy to 10x, bo nie chodzi o generowanie 10% więcej pomysłów, czy 10% lepszych pomysłów, lecz o generowanie 10 razy więcej! W przypadku innowacyjnych pomysłów to ilość przekłada się na jakość. Wyobraź sobie, że jesteś poszukiwaczem pereł – nie możesz poprzestać na otwarciu pierwszej muszli i zachwycać się nią nawet jeśli jest pusta, tylko dlatego, że jest Twoja.

Jedną z moich ulubionych aktywności na warsztacie było rysowanie jabłka (lub pomidora – my też potrzebowaliśmy kreatywnego urozmaicenia!). Nawet nie samo rysowanie tak mnie cieszyło, jak pytanie, które zawsze po nim zadawałam. Ale po kolei, aktywność polegała na tym, że zespół w bardzo ograniczonym czasie – 5 minut – starał się narysować jak najwięcej wariacji na temat jabłka. Wyzwaniem była szalona liczba 30, ale wszystko, co się do niej zbliżało także było dobrym wynikiem. Zasady były proste i tylko dwie: pierwsza osoba rysowała jabłko w pierwszym polu 30-polowej tabelki, a każda kolejna rysowała własną wersję, która była jakoś jabłkowa i inspirowana poprzednim obrazkiem. Ileż z tego było energii, radości i satysfakcji! Kiedy najżywsze emocje opadały pytałam, w którym rzędzie każda i każdy z uczestników znajduje swoje ulubione jabłko. Prawie nigdy nie był to pierwszy i drugi rząd, rzadko też trzeci, a najczęściej czwarty i piąty. Bo z kreatywnością tak jest, że pierwsze pomysły rzadko są genialne. Trzeba kopać głębiej, odbić się od absurdu i szukać zupełnie nieszablonowych i lekko szalonych idei. Obecność innych, inspirowanie się ich pomysłami i możliwość zderzenia własnych pomysłów z ich postrzeganiem to najlepsza trampolina dla innowacyjności.

 

Prototypy i testy:

Najważniejsze, choć tak chętnie pomijane. Nie inwestuj póki nie sprawdzisz! McDonald’s zanim wprowadził McSpagetti dodał go do menu, a zainteresowanych grzecznie informował, że właśnie się skończyło; oczywiście pilnie notując, ile takich zamówień się pojawiło. I wiesz co? Bardzo niewiele ich było! Bo i kto na pastę idzie do „maka”?! A McDonald’s zamiast inwestować w linię produkcyjną nowego dania po prostu udał, że ją ma. Sprawdził biznesową opcję przy minimalnych kosztach. Jeśli Cię to interesuje, polecam świetny artykuł na temat pretotypów i prototypów: https://www.jamasoftware.com/blog/pretotype/

 

A  na koniec najważniejsze – kreatywności można się nauczyć, ale nie trzeba. Dlaczego? Bo każda/y z nas ją ma. Kluczowe jest poczucie pewności we własnej kreatywności. Wiara w to, że jesteśmy w stanie wymyśleć coś ciekawego, a nawet dokopać się do genialnego. Metody i procedury odpalająca innowacyjność po prostu to ułatwiają. No i nic nie jest takim paliwem dla kreacji jak inni ludzie!