Sposób na rozsądny strach

A gdyby tak olać pozytywne myślenie?

Powtarzasz sobie w myślach, że wszystko będzie dobrze.

Dam radę, czujesz.

Wierzysz w siebie.

Trzymasz za siebie kciuki.

Twoje marzenia to tak naprawdę Twoje plany.

Jest dobrze i będzie jeszcze lepiej.

~~~

I Ty i ja wiemy już, że nasz mózg jest plastyczny. Możemy uzdrowić traumę i wydeptać nowe ścieżki myślenia.

Tylko czasem ten oblepiający okropny strach sprawia, że nie ma jak się ruszyć.

Jakby włożyć palec do świeżo zgaszonej świeczki. Niby nim poruszasz, ale wszystko się klei. Jest ciepło a potem zastyga. Twardy wosk możesz skruszyć, odkleić, zdrapać. Ale i tak coś zostaje.

~~~

Nadal spotykam się z podziałem na pozytywne i negatywne emocje. Jasne, rozumiem go. Zakładam, że Ty, podobnie jak ja, wolisz czuć radość niż smutek czy złość. Ale emocje są jakie są. To biologiczny mechanizm. Mają określone funkcje i nie pozwalają nam zapomnieć o naszym ewolucyjnym pochodzeniu. Złość jest po to, by ciało w mobilizacji stanęło do walki. Strach ma pomóc się chronić – uciekać lub walczyć, a czasem zastygnąć, jeśli to jedyna opcja. Radość jest dla celebracji i nagrody. Smutek to czas wyciszenia i regeneracji.

Strach nie jest Twoim wrogiem. To konkretnie chcę powiedzieć.

Nie ma sensu z nim walczyć.

~~~

Gdy podejmujesz trudne, nowe przedsięwzięcie – tak, kiedy wchodzisz w zmianę – strach pojawia się, żeby zasygnalizować, że coś się dzieje. To bardzo podstawowy mechanizm, jak alarm albo czujka ruchu. Po prostu daje znać, że COŚ się dzieje.

A co się z tym sygnałem stanie zależy już od Twojej interpretacji.

Pojawienie się strachu nie oznacza, więc że należy przestać działać. Albo w ogóle tego działania nie podjąć. Oznacza tylko (albo aż) że wchodzisz na nowy grunt i nie wiesz dokładnie, co tam spotkasz, więc Twój strach prosi Cię o szczególną uważność.

~~~

Stoicy znajdowali spokój w wyobrażaniu sobie nieszczęść.

I żeby było jasne, nie chodzi o pesymizm, zamartwianie się i inne destrukcyjne nawyki myślowe. Wręcz przeciwnie, chodzi o akceptację i pokorę. Świadomość, że skoro nieszczęścia się zdarzają to prawdopodobnie przydarzą się i mi, może być niezwykle uwalniająca. Co najważniejsze, pozwala się przygotować. Bo nieszczęście i zaskoczenie to naprawdę nieprzyjemna mieszanka.

„Trzeba wyobrazić sobie los z całą pełnią jego możliwości.”

Seneka

~~~

Kiedy identyfikuję strach – najczęściej czuję go w brzuchu albo słyszę w natrętnych myślach – to zapraszam go do współdziałania jak najlepszego opiekuna. Bo on odzywa się, żeby mnie ostrzec i chronić.

Jedno na co mu nie pozwalam to przejęcie kontrolę. Zasada jest prosta – ok, możesz iść, ale to ja wybieram drogę, tempo i sposób. O niczym nie decydujesz, na nic bezpośrednio nie wpływasz, ale wiem, że jesteś i to jest dobre. Dziękuję. Tak, szukam w sobie wdzięczności za towarzystwo strachu.

Czasem jednak strach okazuje się nieznośnym towarzyszem podróży.

Co gorsza, czasem nie pozwala w ogóle wyruszyć!

Wtedy się zatrzymuję i sprawdzam, o co tak naprawdę chodzi.

Proponuję Ci takie zatrzymanie.

Proponuję Ci spotkanie z najgorszą wersją Twoich obaw.

Ale tylko na papierze.

To koniecznie musi być spisane. Tak działa ta metoda. Samo myślenie nie wystarczy.

Tak, wiem, że piszę autorytarnie, ale w tym przypadku jestem pewna tego na 100%.

krok 1

Co jest absolutnie najgorszym scenariuszem wydarzeń, jeśli zdecydujesz się na zmianę, o której myślisz a której się boisz?

Stracisz pieniądze? Reputację? Będziesz głupio wyglądać? Czy możesz stracić też swoją pracę? Dom? Rodzinę? Przelej na papier wszystko, co się pojawia w Twoich myślach. Nie zadawalaj się pierwszymi pięcioma czy 10 odpowiedziami. Kop dalej. Kiedy poczujesz dyskomfort z tego, do czego się dokopujesz, weź głęboki oddech i kop dalej. Twoim zadaniem jest zejść do podziemi swojego strachu. Nie interesuje Cię to, co na powierzchni, bo to dobrze znasz.

Jest grubo? OK – zadaj pytanie do tej najgorszej wersji wydarzeń – i co wtedy się stanie?

krok 2

Zobacz swoje spisane obawy.

Jak prawdopodobne jest, że to się wydarzy?

Oceń to na skali 1-10, gdzie 1 wcale nieprawdopodobne, a 10 na pewno tak to się potoczy.

krok 3

Rozpisz plan działań w razie pojawienia się czarnego scenariusza. Co zrobisz? W jaki sposób się pozbierasz? Od czego zaczniesz?

krok 4

Odwróć kartkę.

A co jeśli wydarzy się najlepszy możliwy scenariusz? Jakie są wszystkie możliwe korzyści z wprowadzenia zmiany, jeśli nie tylko pójdzie ona po Twojej myśli, ale pojawią się też dodatkowe, miłe niespodzianki? Spisz to wszystko.

Oceń, czy warto podjąć ryzyko. Czy tego, czego się boisz tak naprawdę chcesz?

~~~

Jedno jest pewne.

Jeśli pojawia się strach to znaczy, że sprawa jest dla Ciebie naprawdę ważna.

złoty środek jako droga do szczęścia

Do każdego z noworocznych celów, jeśli takie masz, koniecznie zadaj sobie pytanie: jak chcę się czuć, kiedy to osiągnę?

 

Poczuj to.

Zapisz to.

Wystarczy, że nabazgrzesz szybką mapę myśli. Efekt będzie dużo większy, niż kiedy zostaniesz przy samej myśli.

Uczucia to wielkie paliwo do zmiany. Ale nadal bardzo niedoceniane.

Chcesz przyjemności?

Spełnienia?

Spokoju?

Radości?

Szczęścia?

Jeśli choć jedno marzenie lub postanowienie noworoczne ma Cię – w bardziej bezpośredni lub pośredni – sposób doprowadzić do szczęścia to skorzystaj z podpowiedzi Arystotelesa. Ten filozof poświęcił dużo uwagi sztuce szczęśliwego życia!

Mam tylko jedno ostrzeżenie. Osiąganie szczęścia na tej drodze nie jest mantrą zmieniająca życie albo magiczną receptą na nowy nawyk w 21 dni. To zaproszenie do pracy nad sobą – w języku Arystotelesa do kształtowania cnoty. Ale cnota u niego nie jest żadną seksualną czy obyczajową cnotliwością. To bycie człowiekiem etycznie dzielnym, czyli takim, który wie, co jest dobre i ma wolę, by tak działać. A to trwa i wymaga wysiłku.

Wszyscy dążymy do szczęścia.

Tak twierdził Arystoteles.

Nie wiem, co prawda, co powiedziałby na dzisiejsze postrzeganie szczęścia, ale jestem pewna, że my nadal możemy korzystać z jego propozycji i wskazówek.

Szczęście według Arystotelesa jest trwałe i ostateczne. Jak je osiągniesz to go nie stracisz.

Fajnie, prawda?

Dlatego też nie można opierać się na rzeczach i osobach, które od nas nie zależą i mogą zniknąć z naszego życia, tak jak się w nim pojawiły. Prawdziwe szczęście jest stanem duszy, jest umiejętnością i postawą wobec świata.

Warto pamiętać, że filozofia Arystotelesa jest do bólu praktyczna. Ten filozof stąpał mocno po ziemi i dobrze rozumiał naturę człowieka. Nie zapraszałby Cię do działań, które nie miałyby dla Ciebie większego sensu.

Jednak zanim pójdziemy dalej warto wyjaśnić sobie parę kwestii podstawowych.

Najwyższa szczęśliwość według Arystotelesa to życie kontemplacyjne filozofa. Musiał czuć się bardzo szczęśliwy! Nie każdy przecież twierdzi, że jego życie to sposób na najszczęśliwsze możliwe życie 😉

Ale miał też świadomość, że życie oddane filozofii, nauce i refleksji nie jest dla każdego. Większość osób realizuje swoje cele działając. I to właśnie działanie podlega ocenie moralnej.

Kto stroni od działania na pewno nie ryzykuje ocen, ale też nic nie osiąga.

Ten fragment kojarzy mi się z wrażliwością Brene Brown i wychodzeniem na arenę zaczerpnięte przez nią od Roosvelta. Tobie też?

A co popycha do działania? Według Arystotelesa motorem działań są namiętności. To wspaniałe i dostępne paliwo, ale też bardzo ryzykowne.

Człowiek dzieli potrzeby wegetatywne z całym światem ożywionym, jak rośliny oddycha i trawi. Te zdolności są mu przyrodzone i nie ma na nie wpływu. Nie ponosi również odpowiedzialności za nie (pomijam dyskusyjne kwestie trybu życia oddziałującego na nasze podstawowe funkcje życiowe, Arystoteles się nimi nie musiał zajmować). Ze zwierzętami człowiek dzieli natomiast potrzeby zmysłowe i pożądliwość. To co jest swoiście ludzkie to rozum.

Żeby żyć szczęśliwie wystarczy podporządkować namiętności rozumowi i celom.

Proste prawda? 

🙂 🙂 🙂

Nie jest jednak tak źle, bo z pomocą przychodzi właśnie zasada złotego środka.

"...dotyczy ona doznawania namiętności i postępowania, w którym nadmiar jest błędem, niedostatek przedmiotem nagany, środek zaś przedmiotem pochwał i czymś właściwym."
Arystoteles

 

Złoty środek to wyważenie skrajności i znalezienie umiaru.

 

Droga do szczęścia.

Jak już wspomniałam filozofia Arystotelesa jest bardzo praktyczna. I chociaż nie ma drogi na skróty bez pracy to są sensowne podpowiedzi, jak taką drogę znaleźć i bezpiecznie nią iść.

Po pierwsze, poznaj samą siebie/samego siebie

Są sprawy i działania, które są dla Ciebie łatwe i przyjemne, mimo że dla innych prawie nieosiągalne. Może masz duże ambicje, niesamowite poczucie humoru, jesteś empatyczna, zabawny, szczodra, . Chodzi o takie rzeczy, które są powszechnie cenione, a dla Ciebie są nie tylko łatwe, ale i przyjemne.

Każda zdolność (namiętność) ma jednak swoje ekstrema.

Warto więc poznać i określić swoje mocne strony. Warto też rozumieć, w jakich okolicznościach popadasz w ich skrajność.

Po drugie, znajdź złoty środek pomiędzy ekstremami

To nie jest łatwe zadanie.

Złoty środek jest:

  • bardzo indywidualny
  • zawsze sytuacyjny

Tylko dla Ciebie i tylko w danej sytuacji znajduje się w tym a nie innym miejscu. Jeśli masz tendencję do brawurowych działań i lubisz ryzyko, odwaga i jej złoty środek będzie w innym miejscu, niż dla osoby stale zalęknionej. Szczodrość to złoty środek między rozrzutnością i skąpstwem – czym innym będzie dla osoby wychodzącej z długów i dla Sknerusa McKwacza. Jeśli stale drwisz z najbliższych to Twój złoty środek poczucia humoru będzie polegał na czymś zupełnie innym, niż w przypadku osoby, która dopiero otwiera się na zabawę i praktycznie nigdy nie śmieje.

Rozumiesz o co chodziło Arystotelesowi?
Odległość do złotego środka zależy od miejsca, z którego startujesz.

"To, co dobre, większą ma wartość w odniesieniu do tego, co trudniejsze."
Arystoteles

Jeśli więc z łatwością podejmujesz nowe wyzwania, odwaga jako złoty środek nie jest dla Ciebie wyzwaniem. Nigdy się nie przechwalasz ani sobie nie umniejszasz? Pewnie nie musisz pracować nad poczuciem własnej wartości. Dopiero tam, gdzie masz tendencję do skrajności, szukanie złotego środek nabiera najwyższej wagi.

Złoty środek dla Ciebie jest w takim miejscu, które wymaga solidnej pracy i przezwyciężenia naturalnych skłonności.

Po trzecie, widzisz złoty środek – zacznij ćwiczyć.

Określenie złotego środka to początek, wiedza, która ma przejść w działanie. Praktyka. Tylko dzięki niej osiągniesz tzw. trwałą dyspozycję.

Tak, według mnie Arystoteles już dawno rozpracował temat nawyków 😉

Wracając do przykładów Arystotelesa. Z natury ustępujesz? Ćwicz się w łagodności jako środku między porywczością i niezdolnością do gniewu. Z natury gburowaty? Opowiadaj dowcipy. Wstrzemięźliwy? Wyzwól się trochę. Kompleksy? Pracuj nad poczuciem własnej wartości.

Po czwarte, trwała dyspozycja.

Skąd masz wiedzieć, że już to masz?

Czyli kiedy z osoby osadzonej w skrajności stajesz się bohaterką złotego środka?

Rozpoznasz to po swoich uczuciach, które towarzyszą określonym działaniom.

Wróćmy do przykładów. Złoty środek masz, jeśli często tchórzyłaś, a teraz z przyjemnością podejmujesz nowe wyzwania. W każdym towarzystwie trzymałeś się na dystans, a teraz lubisz rozbawiać znajomych. Stresował Cię nie dość wysoki stan oszczędności, a teraz największą frajdę sprawia Ci dobroczynność. Im lżej i z większą przyjemnością coś robisz, tym pewniej możesz założyć, że masz wyćwiczoną dną umiejętność (trwałą dyspozycję, cnotę).

Przyjemność i przykrość to narzędzia do rozpoznawania złotego środka.

Każda trwała dyspozycja – cnota Arystotelesa – jest jak mięsień. Kiedy go wyćwiczysz będzie pracował sprawniej, bez trudu i wysiłku, a Tobie działanie z jego wykorzystaniem da przyjemność!

Namiętności należy doznawać "we właściwym czasie, z właściwych przyczyn, wobec właściwych osób i we właściwy sposób."
Arystoteles

To równie ważna, co niełatwa maksyma Arystotelesa.

Trwałe dyspozycje, cnoty i złoty środek to warunek konieczny do szczęścia. Niestety niewystarczający. Złoty środek nie dotyczy wszystkich wartości, jest pewnym planem minimum dla dusz pożądliwych. Bo jeśli masz tendencje to zbaczania w jakąś skrajność to złoty środek podratuje Cię z potencjalnej dysfunkcji, ale nie da pełni szczęścia. Są cnoty inne od odwagi, dowcipu i ambicji. Osiągnięcie ich pozwala pójść dalej i odkrywać dobra płynące z przyjaźni, życzliwości i prawości. Ale to temat na następny „odcinek”.

plan_2021

noworoczne marzenia

Planowanie w balansie między założeniami i elastycznością.

Ciekawe, czy wierzysz w przesądy.

Piątki 13-tego, czarne koty, wracanie się po coś i przysiadanie lub cokolwiek takiego. Ja niestety tak! To znaczy niby nie, ale jak się okazuje trochę tak. Wiesz, co mam na myśli?

Moja głowa: rozsądek i intelekt wolałby, żeby nie. Nieuleganie przesądom jest logiczne, sensowne i pozwala lżej żyć bez tych niepotrzebnych ograniczeń. Ale lustra wolałabym nie stłuc. Wiesz, tak jak przechodząc przez ulicę najpierw patrzysz w lewo tak możesz przysiadać na chwilę, gdy wracasz do domu po zapomnianą rzecz. I ja to rozumiem!

Sylwester i Nowy Rok też byłyby lżejsze, gdyby nie te wszystkie: „jaki sylwester taki cały rok”. I nagle w jeden dzień możesz chcieć upakować wszystkie pragnienia, zamiary, nowe rutyny, spotkania, głębokie rozmowy, zdrowe jedzenie, ćwiczenia, naukę i co tam jeszcze marzy Ci się na cały nadchodzący rok. Wyzwaniem pozostaje wtedy pogodzenie tego z luzem, zabawą i świętowaniem.

Oczywiście, bardzo prawdopodobne, że w ogóle sobie tym głowy nie zawracasz i po prostu świetnie się bawisz. I to najlepsza opcja;)

Opowieść o przesądach Sylwestra i Nowego Roku to po prostu pewna soczewka na sytuacje, kiedy zbyt wiele oczekiwań można przyłożyć do małego formatu, a później frustrować się i demotywować, gdy nie idzie DOKŁADNIE według założeń. Taki los często spotyka postanowienia noworoczne. Ambitne plany biorą w łeb już w pierwszym tygodniu stycznia i trzeba czekać prawie 12 miesięcy na kolejną szansę na projekt „nowa wersja mnie”.

~~~

Zbyt ambitny plan na jakąkolwiek zmianę jest najprostszą drogą do frustracji i rozczarowania.

 

2020 nauczył i Ciebie i mnie, że świat i życie mogą zupełnie nie liczyć się z naszymi planami. I to wcale nie musi być powód do rozpaczy. Po prostu planując 2021 warto zostawić sporo przestrzeni – mentalnej, czasowej, energetycznej, finansowej – na to, czego z perspektywy dzisiejszego dnia przewidzieć się nie da.

Kiedy myślę o zarządzaniu zmianą to najrozsądniejsze wydaje mi się takie planowanie, które uwzględnia moje marzenia i cele, czyli zmiany, które wybieram; a jednocześnie pozostawia sporo przestrzeni na zmiany, które mnie spotkają, a które niekoniecznie wybiorę.

Najważniejszym wyzwaniem na 2021 z perspektywy zarządzania zmianą i planowaniem będzie zachowanie balansu między założeniami i elastycznością.

 

~~~

Zostawiam Ci 5 podpowiedzi na elastyczne planowanie, które sprawdzają się nie tylko u mnie.

Trzy z nich są bardziej strategiczne, a dwie raczej techniczne.

Zbyt często w planowaniu idziemy tylko w jedną z tych dróg: albo wielkie marzenia i inspirujące wizje albo konkret i szczegółowo rozpisany plan. Dla skuteczności zmiany trzeba zadbać o obie sfery. Tak zwany „big picture” ze strategii pomaga orientować się na to, co najważniejsze i nie tracić z pola widzenia kwestii kluczowych. Dobre warunki do realizacji zamierzeń to nie tylko organizacyjne ułatwienie działania, ale – w praktyce – umożliwienie wprowadzania zmiany.

1.

Jasno określ priorytety.

Wiem, słyszysz o tym non stop.

Pytanie, czy stosujesz.

Wybierz, co jest dla Ciebie najważniejsze w 2021. To może być jedna rzecz, jeden projekt, jeden nowy nawyk. Priorytet to coś najważniejszego. Z definicji więc nie może być ich zbyt wiele. Najczęściej 3 to polecany priorytetowy max.

Na przykład chcesz zacząć ćwiczyć, podwoić przychód, jeść więcej warzyw, rzucić mięso lub windę, czytać codziennie, dzwonić do babci raz w tygodniu – super, pewnie wszystko to wprowadzisz w życie. Ale jeśli wybierzesz z takiej listy jedną rzecz, która jest najważniejsza to łatwiej będzie Ci się jej trzymać. W momencie, gdy trzeba będzie wybierać, bo czasu albo sił będzie za mało – nie masz niepotrzebnych dylematów.

2.

Nie planuj na noworocznym haju.

Świąteczny relaks, poczucie mocy, skumulowana energia i rozpalająca wizja nowych szans to mieszanka wybuchowa! Łatwiej na niej popłynąć w planach tak, by już niedługo topić się od ich nadmiaru. Paradoksalnie w planowaniu zmiany lepsze podpowiedzi da lekko umęczone ciało i umysł na normalnych pracowych obrotach niż ekscytacja Nowego Roku.

Masz ambitny plan? Wierzysz w niego? Super! Pozwól sobie uznać go za wersję A i w połowie (albo pod koniec) stycznia sprawdź, czy nie wymaga weryfikacji. Ważne: każda z tych wersji to sukces! Nie odkładaj zmiany – nawet jeśli nie wszystko idzie zgodnie z planem – na 01 styczeń 2022.

3.

Zadbaj o nieoczywiste zasoby.

Planując zmianę zbyt często myślimy tylko o celach, planach i zadaniach. A ich realizacji wymaga energii. Tę energię z kolei trzeba skądś pozyskiwać. Tak przyziemne sprawy jak sen, jedzenie i ruch to podstawa i paliwo do każdej zmiany.

4.

Rozplanuj tylko część zasobów (czasu, energii, siły, pieniędzy), a resztę zostaw wolną.

Najbliższe kilka miesięcy z pewnością przyniesie szanse i pomysły, których dziś nie przewidujesz. Jeśli Twój kalendarz na 2021 już jest pełen to jak chcesz mieć na nie przestrzeń?

Wolne dni, puste tygodnie w kalendarzu i miesiące bez projektów to nie lenistwo, ale właśnie szansa na balans między planem i elastycznością.

5.

Jedno małe słowo (one little world Ali Edwards)

To mój sposób na godzenie planu i elastyczności. OLW pozwala mi określić ogólne plany i wyzwania, a jednocześnie pozostawia sporo przestrzeni do wypełniania jej spontanicznymi pomysłami i reakcją na bieżące wydarzenia.

Idea OLW, jak ja ją rozumiem, to wybór słowa, które w danym roku będzie Cię inspirowało do zmian i rozwoju. Może stać się Twoją afirmacją albo sposobem na audyt: mając swoje wybrane słowo możesz inspirować się nim określając cele zawodowe i rozwojowe w każdym miesiącu, ale także sprawdzać, czy to czym aktualnie się zajmujesz jest zgodne z twoimi priorytetami.

Moje słówko na 2021 to RELEASE, bo przede wszystkim chcę się uwalniać się od niesłużących przekonań, relacyjnych obciążeń oraz zadań i ambicji, które już mi nie służą. Chcę także wydać w tym roku pierwszego ebooka i kurs online. To słówko łączy moje zawodowe i rozwojowe marzenia!

Wybranie słowa na dany rok jest dla mnie działaniem na granicy planu, marzenia i zaklinania rzeczywistości. Sposobów na korzystanie z OLW jest wiele. Możesz stworzyć kolaż i inspirować się takim obrazem. Możesz swojego słówka używać jako afirmacji. Możesz też w każdym miesiącu planować zmiany, które urealnią jego obecność w Twoim życiu. Możliwości jest wiele. Co ciekawe, już sam wybór słowa i dedykowaniu mu roku może uruchomić pozytywne zmiany. Spróbujesz?