Dlaczego słowo siostrzeństwo brzmi dziwnie?

Tekst o siostrzeństwie jest filozoficzny i naukowy.

Może jest to dla Ciebie zachęta, a może wręcz przeciwnie.
Sam/a zdecyduj 🙂

Siostrzeństwo jest jak młodsza siostra braterstwa, ale znacznie mniej znana, uznana i jako pojęcie używana, a program Word nadal to słowo podkreśla jako błędnie napisane. Jeśli braterstwo w odniesieniu do wolności i równości jest w gorszej pozycji to jaki jest status siostrzeństwa? Słowo siostrzeństwo brzmi dziwnie, niepoważnie, marginalnie albo wręcz groteskowo. Nie stanowi realnego dopełnienia braterstwa, które choć uwikłane w rewolucyjną historię, nadal brzmi dumnie i cieszy się społecznym i historycznym uznaniem.

Z siostrzeństwem jest podobnie jak z feminatywami: kilka osób o nie walczy, ale większość pozostaje nieprzekonana. Przyjaciółka to osoba, z którą idzie się na plotki, a przyjaciel to godny zaufania i oddany człowiek; braterstwo jest siłą, a siostrzeństwo histerią, brat to towarzysz w walce, siostra tylko na Manifie, itd. Kształtowany przez wieki wzór patriarchalnego, męskiego i wykluczającego braterstwa nie dość, że nie zmienił się to być może nawet ustabilizował swoją pozycję dzięki opozycji do słabszego i aspirującego siostrzeństwa. Dziś oba pojęcia postrzegane są jako emocjonalne i rewolucyjne, niekoniecznie adekwatne do liberalnych i rozwiniętych gospodarek. Jeśli jednak w społeczeństwie w deficycie jest współpraca, zaufanie, kapitał społeczny to nie warto kastrować uczuciowych wartości wspólnotowych.

~~~

Czym jest siostrzeństwo? Trudno znaleźć definicję siostrzeństwa, bo nawet słowniki internetowe, które ze swojej natury nadążają za zmianą i szybko się aktualizują, nie wyjaśniają tego pojęcia. Dość łatwo powiedzieć, że siostrzeństwo to odpowiednik braterstwa, bo trudno, żeby kobiety nazywały relacje między sobą braterskimi, ale czy to wystarczy? Proces kształtowania się tych pojęć jest inny. Co prawda oba nawiązują do słów w oczywisty sposób związanych z więziami rodzinnymi i oba mają wymiar polityczny; jednak siostrzeństwo, które pojawiło się później, nie ma konotacji związanych z upublicznieniem porządku rodzinnego związanego z pater familias, rzymską pieta, nie wiąże się także z dziedziczeniem majątku i władzy.

Sonja Vivienne opisując termin sisterhood stwierdza, że to pojęcie traktowane dosłownie odnosi się do relacji między siostrami, ale szerzej oznacza uczucie bliskości lub przynależność i sympatię wśród grupy kobiet lub wśród wszystkich kobiet. Taka grupa może łączyć się wokół wspólnej sprawy czy wspólnego interesu, politycznych lub światopoglądowych przekonań, rasy, klasy, seksualności, problemów zatrudnienia. Pewne grupy wyrażają jasno wyartykułowaną tożsamość, inne grupy mogą być mniej określone i bardziej płynne w swoich założeniach. Termin siostrzeństwa pojawił się wraz z pierwszą falą feminizmu, ale rozgłos zyskał w drugiej fali i przeważał w tekstach tamtej epoki. W ostatnim czasie poststrukturalistyczne analizy tożsamości mniej skupiają się na esencjalistycznych podobieństwach, a bardziej na konstytutywnym wpływie performatywności i orientacji na kontekst społeczny. Cyfrowo zapośredniczone iteracje tożsamości, szczególnie online, dodatkowo destabilizują domniemaną spójność siostrzeńca, czyniąc niespójne elementy i głosy bardziej widocznymi (S. Vivienne, Sisterhood, The Wiley Blackwell Encyclopedia of Gender and Sexuality Studies). Kwestia podobieństwa i różnicy jest ważna w siostrzeństwie, a na różnicowanie oraz różnorodność w ramach feminizmu zwracały uwagę przedstawicielki kolejnych nurtów.

Ważnym aspektem kształtowania się idei sisterhood w Stanach Zjednoczonych były sororities (z łac. soror – siostra), czyli kobiece kluby powstające od 1870 roku na amerykańskich uczelniach. Często mówi się o nich jako o żeńskich odpowiednikach bractw, męskich związków studentów na collage’ach. Sororities, jak pisze o nich Diana Turk, były powoływane, by stanowić źródło solidarności i wsparcia dla swoich członkiń, które pod koniec XIX wieku stanowiły mniejszość na amerykańskich uczelniach, a środowisko akademickie niekoniecznie uznawało kobiecą obecność. Idea sororities szybko się rozprzestrzeniała, koncentrując młode kobiety wokół społecznego doświadczenia wspólnoty i poczucia przynależności. Uwagę zwraca nie tylko pojawienie się odpowiednika męskiego bractwa, ale i plastyczność językowa, dzięki której powstało odpowiednie słowo opisujące nowy rodzaj stowarzyszenia.

Kelli Zaytoun i Judith Ezekiel w artykule pt. Sisterhood in Movement. Feminist Solidarity in France and the United States twierdzą, że określenie siostrzeństwo wydaje się dziś dziwnie brzmieć; przez niektórych postrzegane jest jako naiwne lub anachroniczne, przez innych jako etnocentryczne i dogmatyczne. Ich zdaniem podobnie ma być z solidarnością. Pojęcia siostrzeństwo i solidarność są bliskoznaczne.

~~~

Mówi się, że kobiety nie są solidarne; nawet wiele samych kobiet tak twierdzi. Taki stan rzeczy jest związany z setkami lat życia w kulturze patriarchalnej, kiedy życie kobiety dosłownie było w rękach mężczyzny, a za nieuznawane społecznie i zakazane działania, takie jak spotkania, kręgi, wiece groziła najsurowsza kara utraty życia. Kobiety były palone na stosach, topione i torturowane za przejawy niezależności, samodzielności, współpracy. Siostrzeństwo jako idea nie miała i nadal nie ma najdogodniejszych warunków rozwoju. Trudno wyobrazić sobie wzrost solidarności w warunkach permanentnego zagrożenia, opresji, trudnej, a niedocenianej pracy. Także w związku z tym rywalizacja kobiet ma wielowiekową tradycję, choć nie jest związana z biologią i nie jest konieczna. Została ukształtowana przez warunki zewnętrzne, jak realne zagrożenie i choć wiele z nich przestało oddziaływać to porządek, który wprowadziły nadal się utrzymuje.

Rywalizację między kobietami Ann Oakley opisuje jako wojnę o względy mężczyzn. Zgodnie z kanonami kobiecości w świecie męskiej dominacji nie ma przestrzeni na rywalizację kobiet z mężczyznami, walczą więc ze sobą nawzajem. Oakley podaje przykłady kobiet, które „przechytrzając” inne kobiety – swoje siostry – torują sobie drogę do sukcesu: studentki nawiązującej sojusz z profesorem, sekretarki mającej romans z szefem i aspirującej aktorki ze znanym reżyserem. Twierdzi jednak, że najbardziej podstawową formą kobiecej rywalizacji jest instytucja małżeństwa: męża się szuka, znajduje i, co najważniejsze, zatrzymuje. Zgodnie z kulturowo-seksualnymi stereotypami pomyślność małżeństwa to odpowiedzialność kobiety, bo męża należy stale uwodzić, zaspokajać, rozumieć i zadowalać. Wierność męża jest zadaniem żony. Nawet jeśli małżeństwo często staje się aparatem subordynacji kobiety to jednak nadal jest postrzegane jako osiągnięcie warte trudu i walki z innymi kobietami, jako życiowy progres oraz zabezpieczenie w niepewnych czasach (Ann Oakley, Subject Women). Brzmi to zarazem i anachronicznie, i niepokojąco aktualnie.

Charakter rywalizacji kobiet ma być związany z ich statusem mniej uprzywilejowanej, mniejszościowej grupy (też Oakley). Dodatkowo, wyzwaniem dla siostrzeństwa i kobiecego ruchu jest fakt, że wiele kobiet nie widzi i nie chce widzieć się jako część takiej grupy: wolą zabiegać o przynależności do męskich grup dominacji i ekonomiczne bezpieczeństwo starego porządku. W procesie socjalizacji wiele z nich zinternalizowało męskie wzorce działania i jeśli pozwoliło im to odnieść sukces to po pierwsze, nie chcą identyfikacji ze słabszymi; po drugie nabierają przekonania o własnej sile i sprawczości, niezależnie od (czy nawet: pomimo) płci i nie chcą się z nią nadmiernie identyfikować; po trzecie wreszcie czerpią korzyści ze swojej wyjątkowej pozycji i najbardziej nie chcą jej dzielić z innymi kobietami. Z tym wiążą się preferencje, dumnie komunikowane przez niektóre kobiety, że wolą towarzystwo mężczyzn, szefów-mężczyzn i w ogóle – to z mężczyznami po prostu lepiej się dogadują.

Dystans wobec kobiecych spraw i stowarzyszeń, szczególnie tych związanych z feminizmem do dziś jest bardzo aktualny. Ciekawego wywiadu udzieliła Susan Faludi w Wysokich obcasach w 2013, w którym między innymi mówiła o męskiej dominacji wymuszającej przekonanie, że więzi z innymi kobietami zubożają i zagrażają, a także odciskającej swoje piętno na poczuciu wartości indywidualnej. Wieki zastraszania i karania żeńskich zgromadzeń, realnego zagrożenia życia w przypadku utraty męskich względów, co z kolei wiązało się rywalizacją między kobietami, wywarło na tyle trwałe skutki, że nawet dziś kobiety stronią od wspólnotowych identyfikacji. Wiele kobiet nie chce utożsamiać się z feminizmem, nie są też skłonne dostrzegać i doceniać tego, z czego mogą dziś korzystać, a co zostało dla nich wywalczone przez starsze pokolenie feministek i sufrażystek. Feministyczne identyfikacje nadal są niebezpieczne; jak powiedziała Faludi: „Feminizm to jedyny ruch społeczny, którego członkiniom mówi się, że mogą zdobyć odbierane im dotychczas prawa, ale wyłącznie kosztem miłości. Stereotyp feministki to brzydka i wredna stara panna, która zwróciła się ku feminizmowi, bo nikt jej nie chce. (…) obowiązujący stereotyp jest bardzo skuteczny w odstraszaniu zwłaszcza młodych kobiet od feminizmu – no bo kto chce żyć bez miłości?”. Feminizm nadal często postrzegany jest jako walka, prosta opozycja między kobietami i mężczyznami, a nawet sprzeciw czy zaprzeczenie kobiecości, na różny zresztą sposób postrzeganej.

~~~

Dystans, czy wręcz niechęć do idei kobiecej solidarności, siostrzeństwa i feminizmu jest silnie ugruntowany na mocy tradycji, przekonań i wartości. Nie są spełnione warunki, które mogłyby sprzyjać kobiecej solidarności: brakuje bezpieczeństwa, zaufania, kapitału społecznego, często nawet samej życzliwości, a także świadomości podzielanych wartości i interesów oraz języka adekwatnego do artykułowania wspólnych spraw publicznie. Jak dosadnie ujmuje to Hélène Cixous: „Przeciwko kobietom popełniono największą zbrodnię: przemocą, podstępem doprowadzono je do tego, że zaczęły nienawidzić kobiet, stały się własnymi wrogami, ich ogromną moc zwrócono przeciwko nim samym, zrobiono z nich wykonawczynie męskiego interesu” (Cixous, Śmiech meduzy, s. 171). Procesy zmieniające tę sytuacje, postawy i przekonania zostały uruchomione, ale to zaledwie początek transformacji.

~~~

Warto zwrócić uwagę na bardziej konkretne powody deficytu kobiecej solidarności w ramach patriarchalnej kultury, która jest pojemną i złożoną kategorią. Magdalena Środa w książce Kobiety i władza wskazuje na kilka przyczyn kobiecej niesolidarności:

  • Zależna pozycja kobiet jest silnie ugruntowana i dodatkowo postrzegana jako naturalna, co legitymizuje podległość kobiet i deprecjonuje naturalność oraz cechy, które mogą uchodzić za kobiece.
  • Kobiety nie mają własnych doświadczeń i historii w funkcjonowaniu w sferze publicznej; brakuje więc pewnej genealogii i „kotwicy”, z których można by czerpać siłę i inspirację dla kobiecych inicjatyw.
  • Różnorodność w grupie kobiet postrzegana jest głównie jako słabość. Kobiety nie dostrzegają swoich potrzeb ani wspólnych interesów.
  • Kobiety, które osiągają sukces w patriarchalnym świecie czują się wyróżnione i nie chcą tej wyjątkowości tracić ani się nią dzielić – czy to uznając rolę ruchu feministycznego, czy zapraszając inne kobiety do współpracy; kobiety sukcesu chcą być jedyne lub choćby jedne z niewielu.
  • Brakuje języka do opisu kobiecych spraw. Niechęć do żeńskich końcówek, także wśród samych kobiet, jest tego znamiennym przykładem.
  • Niechęć do radykalizmu i istotnej zmiany budzi więcej obaw niż nadziei. Nie ma nawet chęci i odwagi do podejmowania powolnych i stopniowych zmian.
  • Brakuje porozumienia co do wspólnych interesów i sposobu ich artykulacji. Nadal dominują różnice nad podobieństwami. W takich warunkach szczególnie trudno o solidarne działania.

 

Solidarność jest wartością, która pełnię swojego potencjału i największy sens osiąga, gdy funkcjonuje w sferze publicznej. Solidarność kobieca, jak i same kobiety, nie mają pewnego i określonego miejsca w sferze publicznej czy politycznej. Różne są strategie na upublicznienie i upolitycznienie kobiecych kwestii, wśród których warto wskazać opisane przez Środę w książce Indywidualizm i jego krytycy, podejście równościowe z liberalnym charakterem praktyk oraz podejście poszukujące rozwiązań dla typowo kobiecego doświadczenia i kompetencji, często bardziej radykalne, o społecznym charakterze praktyk. To pierwsze podejście opiera się na indywidualistycznych założeniach o równości i wolności wszystkich ludzi, a za wzorcową stawia wspólnotę androginiczną. Drugie, uwzględniając różnice między płciami, dąży albo do równowagi między tym, co charakterystyczne i pożądane dla kobiet i mężczyzn w sferze polityki i kultury, albo stara się pokazać wyższość niedocenianego do tej pory pierwiastka kobiecego i kobiecych wartości. W tym kontekście aspiracyjne rodzaje wspólnot to te oparte na więziach rodzinnych (oikos) i przyjacielskich, a także związane z etosem troski.

Liberalna strategia wyrównywania szans kobiet stawia poważne wyzwania tak koncepcyjne, jak i praktyczne, ponieważ zasady wolności, równości i publicznej partycypacji opierają się na założeniach, które zawierają poważny błąd, tzw. liberalny błąd przeoczenia. Polega to, skrótowo ujmując kwestię, na nieuznaniu polityczności sfery prywatnej. W ten sposób kobiety i specyficzne dla nich kwestie, nadal silnie przypisane – i kulturowo, i biologicznie – do sfery prywatnej pozostają na marginesie uwagi tego, co każdej obywatelce i obywatelowi słusznie się należy. Nie można więc ideału liberalnego rozszerzyć na kobiety bez zmiany struktury rodziny.

Alternatywa dla liberalizmu to dyskurs maternalny z pochwałą kobiecości i rodziny. To właśnie w społeczno-radykalnym nurcie znaleźć można pochwałę tego, co stereotypowo związane z kobietą, jak troska, która włączana w codzienne działania stwarza szansę na odczarowanie postrzegania kobiecości. Uznanie wartości i cech tradycyjnie przypisywanych kobietom, m.in. komunikatywność, nastawienie na rozwiązanie i porozumienie, pokojowa i kooperacyjna postawa, może być opłacalne nie tylko dla nich, ale i dla całego społeczeństwa. Co więcej, doświadczenie wspólnego działania, także tego twórczego, troskliwego, empatycznego, może stać się doświadczeniem przełomowym, dzięki któremu powstanie inspirująca i wzmacniająca historia, język, wyobrażenie wspólnych interesów i wartości, a także pomysł na ich zgodną artykulację. Sama różnorodność zaś, połączona z szacunkiem i solidarnością kobiet, może stać się ich wielką siłą.

zmiana na/w święta

Z okazji pandemii przeniosłam się do życia w lesie. Wczesnym popołudniem wychodzę na spacer. Otwieram drzwi i jestem w lesie. Ten spacer to część mojego dziennego rytuału. Jedna z lepszych! Robi mi dzień po prostuJ

Pogoda co prawda rzadko nastraja do wędrówki. Mrozu może nie ma, ale jest chłód podszyty wilgocią i wiatrem. Najlepsza pora roku – zima bez zimy;)

Ale OK wychodzę, więc już jestem z siebie zadowolona. Przechodzę pół kilometra, dobrze wiem, bo tyle idzie się Macierzanki do Borowików. Czuję, że mam kamyk w bucie. No trudno, myślę. Mały jest, myślę. Nic mi nie zaszkodzi. A buty mam wysokie, turystyczne, wiązane. Nie chce mi się po prostu odwiązywać i ściągać tego buta. Na tym wilgotnym chłodzie.

Właściwie to dość często tak robię. Właściwie to po jakimś czasie przyzwyczajam się do tych kamyczków. Właściwie to nie przeszkadzają. Może nawet się układają. Gdzieś z boku?

Ale ten nie chce. I nagle dopada mnie myśl: „Zadbam o siebie”! Serio! Tak pomyślałam. Rozwiązuję buta, wyrzucam kamyk, zawiązuję z powrotem i idę dalej. No dobra, jeszcze rękawiczki musiałam zdjąć. Całość przedsięwzięcia zajmuje poniżej minuty, wysiłek poniżej 1 w skali 1-10.

A mogłam jeszcze godzinę iść z kamykiem.

~~~

O co mi chodzi w tej leśnej opowieści?

Może masz tak czasem, że uwiera Cię kamyk. To może być fizyczny kamyczek, jak ten z buta, a może być zupełnie metaforyczny.

Taki kamyczek może być zupełnie nieszkodliwy. Może być też bardzo irytujący. Do jednego i do drugiego można się przyzwyczaić. Pytanie tylko czy warto?

W okresie świąt możesz doświadczać wiele kamyczków. Ja doświadczam. Większość z nich mogę wrzucić do worka „tradycja”, pozostałe to oczekiwania innych (tak naprawdę często ubrane w „tradycję”). Opowiem Ci jak radykalnie rozprawiam się z tym worem w tym roku. Zobacz, czy coś Cię zainteresuje (może zainspiruje?) i zatrzymaj się na chwilę, żeby wyrzucić niepotrzebny kamyczek z buta. Dalej w święta idź lekko i tak jak chcesz.

~~~

W tym roku postanowiłam poszukać odpowiedzi na pytanie, jak ja lubię i chcę spędzać święta. Znudziło mnie we mnie samej stwierdzenie „ja to za świętami nie przepadam”.

To nie może być cała prawda o mnie i moim stosunku do świąt. A przynajmniej nie jest dla mnie wystarczająca.

Dla zapewnienia sobie tak zwanego świętego spokoju do poszukiwań i odkrywania, co mi w duszy gra postanowiłam spędzić te święta sama. Taki rok, taka potrzeba, tak mi pasuje. I wiesz co? Sama ta decyzja zadziałała magicznie!

Mam pewność, że wszystko, co robię, robię dla siebie i ze względu na siebie. Nic nie podgrywam, nie spełniam żadnych oczekiwań, nie wyrabiam się w niczym. Uzyskałam swój punkt zero. I co się okazuje? Często odpalam sobie świąteczną muzykę, obejrzałam już trzy świąteczne komedie romantyczne i z przyjemnością szukam inspiracji kulinarnych do tego, co sobie przygotuję do jedzenia.

Przez wiele lat dopasowywania się do tzw. tradycji, potrzeb i zwyczajów innych nie miałam przestrzeni, żeby zastanowić się, co tak naprawdę jest dla mnie ważne w świątecznym czasie. Męczyły mnie okropnie przygotowywania, dyskusje o prezentach, kilkugodzinne siedzenie przy stole. Jeśli chodzi o jedzenie to nie cierpię oceniania i komplementowania potraw zrobionych przez innych, jak dla mnie zbyt często na pokaz – moje wegańskie zamienniki szczególnie się tu wybijają, a ja zgłosiłabym się do konkursu, gdybym chciała być oceniana!

~~~

Jeśli Ty uwielbiasz wszystko, co spotyka Cię w święta to super! I skoro masz święta, jakie lubisz i jakich potrzebujesz – zmiataj stąd piec pierniki i lepić pierogi. Może po prostu nie potrzeba Ci żadnej zmiany w tym temacie.

~~~

Możesz spędzić święta, jak chcesz.

Myślę, że moja sytuacja nie jest odosobniona. Skoro dalej czytasz to i Twoja jest chociaż trochę podobna. Znam wiele osób, które nie przepadają za świętami. Część z nich zmienia coś w rodzinnych rytuałach, ale część nie robi nic, tylko się męczy. Jak ja czasem z tym kamykiem w bucie. Co ciekawe, wszystkie osoby, o których wiem, że zdecydowały się na modyfikację utartych schematów tradycji są z tego zadowolone. Nawet więcej – są dumne.

 

Proponuję Ci zacząć od prostych, ale – nie ukrywam – niełatwych pytań:

→ Co lubisz w świętach? Co daje Ci radość?

→ Za czym tęsknisz, kiedy daleko do świąt?

→ Co Cię wkurza w świętach?

 

Święta powinny w jakiś sposób odróżniać się od nieświątecznego czasu.

Mają być wyjątkowe.

Ale tę wyjątkowość możesz zdefiniować po swojemu.

~~~

Zerknij na koło:

Sprawdź, czy w każdym z tych obszarów dbasz o siebie w święta.

 

Mój rozkład pomysłów według 5 obszarów:
Na święta oczywiście 😉

  • myśli – dbam o dobre, karmiące myśli, mówię do siebie czule i czytam dobrą książkę (powieść! A nie jakąś do doktoratu).
  • działania – testuję nowe i ciekawe pomysły kulinarne w poszukiwaniu rybnych smaków bez ryby (dziś w ramach prób zrobiłam doskonałą bez-rybę z bakłażana nadziewanego tofu smażonego w nori i bezglutenowej aromatycznej panierce – tak, to prawda, jestem z niego dumna!).
  • emocje – stale sprawdzam, co daje mi radość, szukam podniosłości, otwieram się na dumę i pozwalam sobie na łzy, kiedy się wzruszam.
  • duch – czuję się uduchowiona, ale jestem niespecjalnie religijna. Natomiast odkryłam, że bardzo lubię chodzić na pasterkę, więc i w tym roku się wybiorę, żeby razem z innymi śpiewać kolędy. Nie cierpię powiedzonka „święta, święta i po świętach”, dlatego mam w planie medytację i porządne chwile sama ze sobą na refleksję, żebym nie miała wrażenia, że święta mi uciekły.
  • ciało – spacery, joga, dobre jedzenie, czyli takie akurat: bez przejadania się i bez jedzenie czegoś, na co nie mam ochoty (to całe próbowanie wszystkich potraw jest zdecydowanie nie dla mnie!).

 

Co Ty na to?

Wchodzisz w to?

~~~

Jest jeszcze jedna kwestia. I to bardzo ważna kwestia. Ani Ty ani ja nie żyjemy w społecznej próżni. Ani nawet na bezludnej wyspie. Pytanie więc, co z innymi, jeśli Ty zaczniesz wprowadzać zmiany?

 

Każda, także mała zmiana rusza i porusza system. A system ma to do siebie, że woli trwać i chronić, niż się zmieniać. Na modyfikację reaguje więc stawiając opór. Ten opór może przybierać różne formy, choć najbardziej prawdopodobne jest, że członkowie rodziny (ale może też przyjaciele i znajomi) zechcą wytłumaczyć Ci, dlaczego źle robisz i jak wiele ryzykujesz mówiąc tradycji: „sprawdzam”. To normalne. I przewidywalne. To jest ich prawo, a także prawo samego systemu. Twoim prawem jest natomiast asertywność i dbanie o swoje potrzeby.

~~~

 

Zmiana sposobu spędzania świątecznego czasu będzie zupełnie różna, jeśli tej zmiany potrzebujesz nie tylko Ty, ale i ktoś Ci najbliższy. Wiadomo, razem raźniej. Można wspólnie zastanawiać się, co służy, a co już się „przejadło”. Czy rzeczywiście na Wigilii musi być i barszcz, i grzybowa? Czy warto jechać 400 km, żeby odwiedzić ciocię? Czy robimy wszystkim prezenty? I tak dalej i tym podobne. Oczywiście, może się zdarzyć, że nawet z tą drugą połówką od zmiany napotkacie istotne różnice zdań i preferencji. Wtedy warto pogadać. Gadać, gadać i gadać, aż dotrzecie do miejsca, w którym rozjaśnia się, o co tak naprawdę chodzi. W tych rozmowach warto nazywać potrzeby i szukać granic – do jakiego miejsca jest dla Ciebie fajnie, kiedy jest nadal OK, a kiedy wchodzisz na niebezpieczny grunt, w którym zaczynasz się nadużywać. Warto zainwestować czas i energię szukając konsensusu, a nie godzić się na kompromis.

~~~

Życzę Ci wspaniałego, świątecznego czasu!

Niech będzie taki, jak chcesz. Po prostu.

Zmieniaj i spędzaj święta, jak chcesz.