złoty środek jako droga do szczęścia

Do każdego z noworocznych celów, jeśli takie masz, koniecznie zadaj sobie pytanie: jak chcę się czuć, kiedy to osiągnę?

 

Poczuj to.

Zapisz to.

Wystarczy, że nabazgrzesz szybką mapę myśli. Efekt będzie dużo większy, niż kiedy zostaniesz przy samej myśli.

Uczucia to wielkie paliwo do zmiany. Ale nadal bardzo niedoceniane.

Chcesz przyjemności?

Spełnienia?

Spokoju?

Radości?

Szczęścia?

Jeśli choć jedno marzenie lub postanowienie noworoczne ma Cię – w bardziej bezpośredni lub pośredni – sposób doprowadzić do szczęścia to skorzystaj z podpowiedzi Arystotelesa. Ten filozof poświęcił dużo uwagi sztuce szczęśliwego życia!

Mam tylko jedno ostrzeżenie. Osiąganie szczęścia na tej drodze nie jest mantrą zmieniająca życie albo magiczną receptą na nowy nawyk w 21 dni. To zaproszenie do pracy nad sobą – w języku Arystotelesa do kształtowania cnoty. Ale cnota u niego nie jest żadną seksualną czy obyczajową cnotliwością. To bycie człowiekiem etycznie dzielnym, czyli takim, który wie, co jest dobre i ma wolę, by tak działać. A to trwa i wymaga wysiłku.

Wszyscy dążymy do szczęścia.

Tak twierdził Arystoteles.

Nie wiem, co prawda, co powiedziałby na dzisiejsze postrzeganie szczęścia, ale jestem pewna, że my nadal możemy korzystać z jego propozycji i wskazówek.

Szczęście według Arystotelesa jest trwałe i ostateczne. Jak je osiągniesz to go nie stracisz.

Fajnie, prawda?

Dlatego też nie można opierać się na rzeczach i osobach, które od nas nie zależą i mogą zniknąć z naszego życia, tak jak się w nim pojawiły. Prawdziwe szczęście jest stanem duszy, jest umiejętnością i postawą wobec świata.

Warto pamiętać, że filozofia Arystotelesa jest do bólu praktyczna. Ten filozof stąpał mocno po ziemi i dobrze rozumiał naturę człowieka. Nie zapraszałby Cię do działań, które nie miałyby dla Ciebie większego sensu.

Jednak zanim pójdziemy dalej warto wyjaśnić sobie parę kwestii podstawowych.

Najwyższa szczęśliwość według Arystotelesa to życie kontemplacyjne filozofa. Musiał czuć się bardzo szczęśliwy! Nie każdy przecież twierdzi, że jego życie to sposób na najszczęśliwsze możliwe życie 😉

Ale miał też świadomość, że życie oddane filozofii, nauce i refleksji nie jest dla każdego. Większość osób realizuje swoje cele działając. I to właśnie działanie podlega ocenie moralnej.

Kto stroni od działania na pewno nie ryzykuje ocen, ale też nic nie osiąga.

Ten fragment kojarzy mi się z wrażliwością Brene Brown i wychodzeniem na arenę zaczerpnięte przez nią od Roosvelta. Tobie też?

A co popycha do działania? Według Arystotelesa motorem działań są namiętności. To wspaniałe i dostępne paliwo, ale też bardzo ryzykowne.

Człowiek dzieli potrzeby wegetatywne z całym światem ożywionym, jak rośliny oddycha i trawi. Te zdolności są mu przyrodzone i nie ma na nie wpływu. Nie ponosi również odpowiedzialności za nie (pomijam dyskusyjne kwestie trybu życia oddziałującego na nasze podstawowe funkcje życiowe, Arystoteles się nimi nie musiał zajmować). Ze zwierzętami człowiek dzieli natomiast potrzeby zmysłowe i pożądliwość. To co jest swoiście ludzkie to rozum.

Żeby żyć szczęśliwie wystarczy podporządkować namiętności rozumowi i celom.

Proste prawda? 

🙂 🙂 🙂

Nie jest jednak tak źle, bo z pomocą przychodzi właśnie zasada złotego środka.

"...dotyczy ona doznawania namiętności i postępowania, w którym nadmiar jest błędem, niedostatek przedmiotem nagany, środek zaś przedmiotem pochwał i czymś właściwym."
Arystoteles

 

Złoty środek to wyważenie skrajności i znalezienie umiaru.

 

Droga do szczęścia.

Jak już wspomniałam filozofia Arystotelesa jest bardzo praktyczna. I chociaż nie ma drogi na skróty bez pracy to są sensowne podpowiedzi, jak taką drogę znaleźć i bezpiecznie nią iść.

Po pierwsze, poznaj samą siebie/samego siebie

Są sprawy i działania, które są dla Ciebie łatwe i przyjemne, mimo że dla innych prawie nieosiągalne. Może masz duże ambicje, niesamowite poczucie humoru, jesteś empatyczna, zabawny, szczodra, . Chodzi o takie rzeczy, które są powszechnie cenione, a dla Ciebie są nie tylko łatwe, ale i przyjemne.

Każda zdolność (namiętność) ma jednak swoje ekstrema.

Warto więc poznać i określić swoje mocne strony. Warto też rozumieć, w jakich okolicznościach popadasz w ich skrajność.

Po drugie, znajdź złoty środek pomiędzy ekstremami

To nie jest łatwe zadanie.

Złoty środek jest:

  • bardzo indywidualny
  • zawsze sytuacyjny

Tylko dla Ciebie i tylko w danej sytuacji znajduje się w tym a nie innym miejscu. Jeśli masz tendencję do brawurowych działań i lubisz ryzyko, odwaga i jej złoty środek będzie w innym miejscu, niż dla osoby stale zalęknionej. Szczodrość to złoty środek między rozrzutnością i skąpstwem – czym innym będzie dla osoby wychodzącej z długów i dla Sknerusa McKwacza. Jeśli stale drwisz z najbliższych to Twój złoty środek poczucia humoru będzie polegał na czymś zupełnie innym, niż w przypadku osoby, która dopiero otwiera się na zabawę i praktycznie nigdy nie śmieje.

Rozumiesz o co chodziło Arystotelesowi?
Odległość do złotego środka zależy od miejsca, z którego startujesz.

"To, co dobre, większą ma wartość w odniesieniu do tego, co trudniejsze."
Arystoteles

Jeśli więc z łatwością podejmujesz nowe wyzwania, odwaga jako złoty środek nie jest dla Ciebie wyzwaniem. Nigdy się nie przechwalasz ani sobie nie umniejszasz? Pewnie nie musisz pracować nad poczuciem własnej wartości. Dopiero tam, gdzie masz tendencję do skrajności, szukanie złotego środek nabiera najwyższej wagi.

Złoty środek dla Ciebie jest w takim miejscu, które wymaga solidnej pracy i przezwyciężenia naturalnych skłonności.

Po trzecie, widzisz złoty środek – zacznij ćwiczyć.

Określenie złotego środka to początek, wiedza, która ma przejść w działanie. Praktyka. Tylko dzięki niej osiągniesz tzw. trwałą dyspozycję.

Tak, według mnie Arystoteles już dawno rozpracował temat nawyków 😉

Wracając do przykładów Arystotelesa. Z natury ustępujesz? Ćwicz się w łagodności jako środku między porywczością i niezdolnością do gniewu. Z natury gburowaty? Opowiadaj dowcipy. Wstrzemięźliwy? Wyzwól się trochę. Kompleksy? Pracuj nad poczuciem własnej wartości.

Po czwarte, trwała dyspozycja.

Skąd masz wiedzieć, że już to masz?

Czyli kiedy z osoby osadzonej w skrajności stajesz się bohaterką złotego środka?

Rozpoznasz to po swoich uczuciach, które towarzyszą określonym działaniom.

Wróćmy do przykładów. Złoty środek masz, jeśli często tchórzyłaś, a teraz z przyjemnością podejmujesz nowe wyzwania. W każdym towarzystwie trzymałeś się na dystans, a teraz lubisz rozbawiać znajomych. Stresował Cię nie dość wysoki stan oszczędności, a teraz największą frajdę sprawia Ci dobroczynność. Im lżej i z większą przyjemnością coś robisz, tym pewniej możesz założyć, że masz wyćwiczoną dną umiejętność (trwałą dyspozycję, cnotę).

Przyjemność i przykrość to narzędzia do rozpoznawania złotego środka.

Każda trwała dyspozycja – cnota Arystotelesa – jest jak mięsień. Kiedy go wyćwiczysz będzie pracował sprawniej, bez trudu i wysiłku, a Tobie działanie z jego wykorzystaniem da przyjemność!

Namiętności należy doznawać "we właściwym czasie, z właściwych przyczyn, wobec właściwych osób i we właściwy sposób."
Arystoteles

To równie ważna, co niełatwa maksyma Arystotelesa.

Trwałe dyspozycje, cnoty i złoty środek to warunek konieczny do szczęścia. Niestety niewystarczający. Złoty środek nie dotyczy wszystkich wartości, jest pewnym planem minimum dla dusz pożądliwych. Bo jeśli masz tendencje to zbaczania w jakąś skrajność to złoty środek podratuje Cię z potencjalnej dysfunkcji, ale nie da pełni szczęścia. Są cnoty inne od odwagi, dowcipu i ambicji. Osiągnięcie ich pozwala pójść dalej i odkrywać dobra płynące z przyjaźni, życzliwości i prawości. Ale to temat na następny „odcinek”.

Tags: No tags

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *